Czego wino nie lubi? Warsztaty w Słonecznym Kredensie.

Pod takim hasłem odbyły się warsztaty o winie zorganizowane w Słonecznym Kredensie w Krakowie, które poprowadziła sommelier Lidia Warscher. Może na początek kilka słów o samym miejscu. Niestety tym razem nie miałam ze sobą aparatu foto, a mój telefon komórkowy w zakresie fotografii jest bez szału… nieważne zresztą. Po prostu, kto jeszcze nie odwiedził tego miejsca, powinien to zrobić jak najprędzej.

Słoneczny Kredens znajduje się na ulicy Karmelickiej, blisko krakowskiego rynku. Jest to miejsce, w którym można wygodnie zasiąść, smacznie zjeść i wybrać wino na kieliszki, którego jest dość spory wybór. Można również zakupić wino w butelkach na wynos by raczyć się nim w domowym zaciszu. A na półkach spory wybór win węgierskich, włoskich (głównie z Sycylii) oraz polskich! W sprzedaży znajduje się również lokalne piwo oraz produkty pochodzenia węgierskiego, włoskiego i polskiego. Taki mariaż właśnie.

W lokalu prowadzone są także tematyczne spotkania i warsztaty. Pewnego czwartkowego wieczoru, wiedziona ciekawością, zaglądnęłam do Słonecznego Kredensu , by posłuchać i sprawdzić, czego wino nie lubi. Organizując warsztaty degustacyjne przeważnie skupiam się na opowiadaniu i pokazywaniu co wino lubi, jakie zestawienia są dobre i trafione, a tutaj Lidia zdecydowała się podczas swojego cyklu warsztatów zaprezentować rzecz odwrotną. Bardzo inspirujące doświadczenie. W kieliszkach pojawiły się trzy różne wina, na talerzykach znajdowały się różne przekąski i w ten oto sposób organoleptycznie doświadczyliśmy czego wino nie lubi na pewno.

Warto brać udział w takich spotkaniach i edukować się, eksplorować, próbować i jeszcze raz próbować.

Polecam zarówno miejsce, jak i tematyczne spotkania w Słonecznym Kredensie!

Żeby nie być gołosłownym w moim pisaniu… tak więc wzięłam czynny udział w warsztatach pn. Czego wino nie lubi, następnie zdecydowałam się na degustację polskiego wina z Winnicy Amelie – Cabernet. Winnica mieści się na granicy województwa małopolskiego i podkarpackiego, a pierwsze wina pojawiły się w 2013 roku. Na pierwszy rzut oka podoba mi się etykieta, prosta, ale elegancka. Wino, którego spróbowałam zostało wyprodukowane z niemieckiej odmiany Cabernet Cantor, jego rocznik to 2016, a w beczce poleżakowało sobie roczek. Coraz bardziej lubię czerwone polskie wina, a to od Grzegorza mnie zwyczajnie urzekło. Przyjemny wiśniowy zapach, może nawet lekki dotyk dzikiej porzeczki i wanilii. W smaku takie krągłe, harmonijne, soczyste i pełne owocu, i ta aksamitna tanina, nie nachalna… bardzo bardzo sympatyczne wino w nosie i na podniebieniu. Można swobodnie degustować solo lub też w towarzystwie potrawy. Makaron z sosem pomidorowym, quiche z boczkiem, tarta z grzybami, talerz wędlin czy też twardych serów.

Oczywiście nie mogłam się oprzeć, żeby nie dokonać zakupów na wynos. Wybór padł na sycylijskie wino powstałe u podnóży wulkanu i węgierską pastę paprykową, którą uwielbiam, a dość rzadko trafiam na nią w polskich sklepach.

Wino zwróciło moja uwagę przez wzgląd na ciekawą rustykalną etykietę nawiązującą trochę do folkloru i sycylijskiego dialektu oraz fakt, że winnica leży u stóp Etny, a wino powstało z endemicznego sycylijskiego szczepu nero d`avola. O samym winie napiszę w kolejnym poście, a tymczasem zachęcam do odwiedzin Słonecznego Kredensu na Karmelickiej 27 w Krakowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *